Bułgaria,  Kultura

Zamek w Ravadinovo

Bułgarskie wyobrażenie zamków i rycerstwa.

Jeśli Krzyżaków nie przegnaliby Madziarzy, a Konrad mazowiecki nie przyjąłby ich do walki z Prusami, jeśli kilkadziesiąt innych rzeczy stałoby się tak a nie inaczej, a Krzyżacy zdecydowaliby się osiedlić gdzieś na Bałkanach, w Bułgarii właśnie, to tak mógłby wyglądać ich Malbork.

No, pewnie aż tak to nie, ale lubię myśleć, że tak. Rawadinowo to wspaniały przykład połączenia marzeń o rycerstwie, zamkach, smokach i księżniczkach z bałkańskim kiczem. Tym samym, który każe im masowo budować domy weselne na kształt rzymskich pałaców z nutką rokokokokok. I kasyna stylizowane na totalny chaos.

Chaos przybiera tu wprost atlantyczne rozmiary. Nie tylko w zamku, ale na Bałkanach ogólnie. Ja to na przykład lubię. I w zamku też świetnie się bawiłem.

Cały ten bułgarski disnejland jest efektem pracy Georgiego Kostadinova Tumpalova – bułgarskiego architekta chcącego zbudować swój wymarzony zamek z dzieciństwa. W zamiarze zbudowania zamku nie był jedyny, na przykład w Budapeszcie zamek Vajdahunyad też stanowi pewną wypadkową siedmiogrodzkich zamków a stołecznego wyobrażenia o nich. W Székesfehérvár między domkami jednorodzinnymi jeden z artystów przez czterdzieści lat budował własnoręcznie zamek dla żony.

W obu wypadkach wyszło jednak mniej chaotycznie niż tu.

Jak dojechać? Podobno są jakieś marszrutki kursujące z Sozopola. Nie widziałem żadnej. Taksówka to około 15 lewa w jedną stronę. Pieszo to osiem kilometrów przez pola lub drogi krajowe. Niektóre autobusy do i z Burgas zatrzymują się gdzieś w pobliżu. Jeśli jakiś autobus będzie jechał do akwaparku to i do zamku dojedzie, bo jest tuż obok.

Parking jest pełen, ludzi sporo. Wstęp kosztuje 20 lewa. Albo 16, jeśli zapłacicie taksówkarzowi 15 i akurat będzie miał kupon zniżkowy. Nasz taksówkarz miał. Nietrudno policzyć, że zabawa w dla dwóch osób to 70 lewa.

Na wejściu facet przebrany za rycerza każe zapozować do zdjęcia, koniecznie przy zdjętych maseczkach, już wiadomo jak to się skończy. Ano tym, że przy wyjściu będzie można opcjonalnie zakupić to zdjęcie. No i tak było, ale nie tylko zdjęcie, ale też magnes ze zdjęciem i naprawdę opcjonalnie, bo albo te 15 lewa im się da, albo opcja druga – tak wydrukowani będziemy sobie wisieć na stojaku, dopóty dopóki nie kupi nas ktoś inny albo nie wyrzucą.

I jest on, zamek. I ogrody w zamku. I masy Bułgarów i Rosjan zachwycających się jak tam pięknie.

Jest też piwnica, a właściwie winnica, bo akurat nie ma tam piwa, tylko wino. Z wysoce praktycznymi ozdobami na schodach, tak na pewno rycerze chodzili po nich. Zawsze łatwiej się broni fortecy, jeśli na schodach można się o coś potknąć, bo przecież potknąć się nie musi obrońca, ale najeźdźca, tym bardziej, że obrońca wie, że coś spod tych schodów wystaje, a najeźdźca już niekoniecznie. Chyba, że już wcześniej widział bułgarski zamek. Wtedy spodziewać się może wszystkiego. Odzierciedlono też szeroko rozpowszechnione w zamkach na całym świecie złocone plastry łączące sklepienia.

A, no i poza tym zamek jest atrapą. Nie da się wejść do środka. Nic tam nie ma.

Warto.

Jest też husarz. Ze skrzydlatymi uszami.

.

Gargulka.
Pieta z sutkami.
Kosmos w parkowej cerkwi.

Psi patrol.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.