Bułgaria,  Historia,  Kultura,  Sofia

Cerkiew Bojańska

Jeden z bułgarskich zabytków wpisanych na listę UNESCO.

Początki położonej w Sofii cerkwi datuje się na przełom dziesiątego i jedenastego wieku z późniejszymi przebudowami, dwie główne w trzynastym i dziewiętnastym wieku.

Bogato malowana świątynia skrywa trzy warstwy fresków z różnych okresów i przypomina tym rumuńskie i mołdawskie monastyry.

Najstarszą warstwę datuje się na początki świąyni, zachowały się jedynie fragmenty. Druga, najbardziej znana warstwa, datowana od 1259 roku, powstała podczas Drugiego Cesarstwa Bułgarskiego. Sportretowano ponad 240 postaci zachowując dość daleko posunięty indywidualizm w ich prezentacji. Na niektóre z nich nanoszono trzecią warstwę prezentującą ofiarowanie Maryi Panny z czternastego wieku i portrety świętych Mikołaja i Pantelejmona. Zdjęć nie wrzucę, bo robić nie można było. Pewnie nikt by się nie rzucał, gdybym porobił, ale po co okazywać Bułgarom brak szacunku, skoro ładnie proszą, by ich nie robić?

Podczas prac konserwatorskich odkryto podpisy jednego z malarzy, co jest na tyle niezwykłe, że średniowieczni autorzy unikali podpisywania się. Było to uznawane za nietakt, bo ich rękę miał prowadzić Bóg, więc przypisywanie sobie autorstwa było postrzegane jako niesmaczne.

Marteniczki na drzewie przed Cerkwią

W 1954 roku zamknięto świątynię dla zwiedzających, rzekomo z uwagi na konserwację. W 1979 roku została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a otwarta ponownie w 2006. Liczba osób w środku jest ograniczona z uwagi na zabytkowe freski i niewielką ogólną powierzchnię, więc trzeba było rezerwować wizyty zawczasu. Wilgoć i temperatura w środku utrzymywana jest na stałym poziomie 17-19 stopni Celsjusza.

Pandemia zmniejszyła ruch turystyczny, na parę miesięcy zamknęła też całkowicie dostęp do Cerkwi, niedawno otwarto ją ponownie. Można iść tam z marszu. Byliśmy sami, z tej okazji dostaliśmy w gratisie do biletów krótkie oprowadzenie i opowieść co przedstawiają freski. Czas wizyty ograniczony jest do dziesięciu minut, ale nikt nas nie poganiał.

Taksówka ze Slatiny kosztowała koło dziesięciu lewa, a to i tak głównie przez to, że taksówkarz zapomniał gdzieś tam skręcić. Można tam też dojechać autobusem numer 107.

Niedaleko zaczyna się Park Narodowy Witosza, założony w 1934, pierwszy na Bałkanach. W nim wyciąg na Witoszę, siedemnastokilometrowa jaskinia i wodospady, ale to innym razem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.